Pierwszy miesiąc z Easy Fit Looker za mną!

No i nareszcie są efekty jakich oczekiwałam od dawna! Nie pamiętam kiedy ostatnio na wadze widziałam mniej nie więcej ;) a tu proszę, miesiąc i -3 kg!

Jak pisałam (tutaj) zmagam się z paroma dolegliwościami, które skutecznie utrudniają mi życie. Nie dość, że ciężko wypracowany efekt opisany tutaj poszedł w zapomnienie i w ciągu roku przytyłam 17 kg, do tego musiałam odstawić bieganie (definitywny zakaz od lekarza) to z czasem to nawet na dłuższe spacery brakowało mocy.

Szukałam, kombinowałam, męczyłam się i nic zupełnie nic nie pomagało.

Aż wreszcie postanowiłam spróbować z cateringiem dietetyczny. Szukałam długo i nie mogłam się zdecydować. Pewnego dnia wertując kolejne strony dostawców trafiłam na www.easyfitlooker.pl i postanowiłam spróbować.

Wybrałam Dietę bezglutenową 1500 kcal. Co wieczór dostaję 5 posiłków na następny dzień (czasami jak widzę co na mnie czeka muszę mocno się starać by nie zjeść jeszcze tego samego wieczoru) :D

No i muszę uważać, bo moja druga połówka ze smakiem patrzy na to co mi zaserwowano ;)

Powiem szczerze, nie liczyłam, że będzie aż takie smaczne! Czasami mam ochotę wylizać miseczkę. Tak było też dzisiaj ;)

Jestem pełna nadziei i naładowana pozytywną energią na kolejne miesiące odliczam moment kiedy wrócę do biegania!

Dziękuję Easy Fit Looker za pyszne jedzonko i dbanie o moją dietę! :)

Czas spróbować czegoś nowego :)

Od jutra ruszam z nową dietą i pomóc ma mi w tym Easy Fit Looker Restaurant i ich catering dietetyczny :)

Z pośród najróżniejszych możliwości wybrałam Dietę Bezglutenową 1500 kcal. Nie trenuję od paru miesięcy więc taka kaloryczność powinna mi wystarczyć. Mam nadzieję, że dzięki trzymaniu się diety która zakłada niskie IG, jest bezglutenowa, dobrze zbilansowana, z dobrymi tłuszczami i dobrej jakości białkiem i węglowodanami uda mi się osiągnąć cel jakim jest ZDROWIE! :) A jak już wróci zdrowie to i bieganie wróci… Nawet nie wiecie jak cieżko jest mijać dzień w dzień biegaczy i nie móc do nich dołączyć! A mi się tak marzy założyć moje zielony nike i potruchtać choć chwilę! Wierzę, że to już nie długo :)

Na próbę wzięłam pakiet 5 dni więc pod koniec tygodnia będę mogła Wam powiedzieć jak mi smakuje, jak się na tej diecie czuję i czy warto płacić za tego typu catering :) no i czy dalej dam im się karmić ;)

 

Z czym przyszło mi się zmierzyć …

Większość czytających tego bloga pewnie myśli sobie – e dziewczynie zapał do sportu minął stąd tu taka cisza, nigdzie nie biega, nic nie publikuje, nie motywuje tak jak obiecywała w słowach wstępu do jej historii …

Długo zbierałam się z napisaniem tego posta … chciałam zebrać jak najwięcej wiadomości, uporządkować sobie zdobytą wiedzę, a nawet myślałam, że szybciej to wszystko minie i będę mogła już po fakcie napisać – WRÓCIŁAM!

No, ale ten powrót nie przychodzi … a w głowie mętlik, frustracja, zniechęcenie i szukanie gdzieś głęboko w sobie tej siły, która od zawsze mnie napędza do działania …

Mimo, że nadal dla mnie wiele rzeczy jest niewiadomą, nadal szukam rozwiązania zaistniałej sytuacji i poukładania wszystkiego na nowo postanowiłam przynajmniej spróbować wyjaśnić skąd ta cisza tutaj i być może pomóc innym takim jak ja, a może ktoś będzie w stanie pomóc mi poukładać to wszystko…

A od czego zacząć …

Gdzieś już wspominałam, że męczę się z niedoczynnością tarczycy … w dzisiejszych czasach to istna plaga, ostatnio jak byłam na badaniach krwi to Pani pielęgniarka powiedziała, że nie pamięta w swojej długoletniej historii pracy takiej ilości ludzi z problemami z tarczycą.

Od ponad trzech lat z lepszymi i gorszymi efektami udawało mi się opanowywać tą przypadłość. Na początku moja tarczyca świetnie reagowała na zmianę diety – zwiększyłam ilość dostarczanych kwasów omega-3 oraz selenu i wyniki po paru miesiącach były wręcz idealne. Z czasem jednak wszystko wróciło do poprzedniego stanu, znowu pojawiły się problemy z wagą, osłabienie ścięgien, dużo dłuższa regeneracja po wysiłku, wypadanie włosów garściami. Lekarz włączy więc leki – znowu przez parę miesięcy było dobrze i nagle moja tarczyca zwariowała … nastąpił tak zwany przełom tarczycowy – wystąpiła nadczynność wyniki były fatalne a lekarz powiedział – ZAKAZ BIEGANIA!

I powiem szczerze, że nie było czego zakazywać, bo ja sama jakoś co raz mniej biegałam… co bieg było gorzej. Po kilometrze nie miałam już siły przebierać nogami, pot się ze mnie lał a puls skakał a raczej utrzymywał się przez cały czas na poziomie 195-200! Po pierwszym biegu myślałam sobie – dobra gorąco było, astma wróciła widocznie faza cyklu też nie taka stąd brak siły. Kolejny bieg i to samo … 2 miesiące takiego męczenia się i przypadła właśnie kolejna wizyta u endokrynologa do którego szłam, ze świeżymi wynikami i jak je sama zobaczyłam i poczytałam to już wiedziałam skąd takie fatalne samopoczucie.

Z polecenia mojej Pani Dietetyk trafiłam na konsultację do innego endokrynologa – Pani doktór tylko na mnie spojrzała, wysłuchała co mi dolega, z czym przychodzę i zleciła kolejne badania sugerując insulinooporność … I jak się później okazało trafiła w 10!

Seria badań wykazała hiperinsulinemię w połączeniu z insulioopornością….

Zaczęłam czytać i szukać przyczyn takiego stanu rzeczy. Wszędzie podawano, że w grupie ryzyka są ludzie:

  • otyli
  • palący
  • nieuprawiający sportów
  • jedzący co popadnie i kiedy popadnie

I ni jak nie rozumiałam o co chodzi … biegam od 2012 roku, schudłam jakiś czas temu i od tamtej pory bacznie zwracałam uwagę na to co jem więc skąd to wszystko?!

Przekopałam się przez parę książek dotyczących leczenia tarczycy, zespołu metabolicznego, chorób autoimunnologicznych, przeszukałam internet i chyba znalazłam winowajcę …

Wszechobecny stres … którego w dzisiejszych czasach, żyjąc w wielkim mieście chyba nie da się uniknąć … i jak się okazało mój organizm przestał sobie z nim radzić …

Po kolei dorzucając kolejne schorzenia …

Wszędzie czytam, że lekarstwem na całe zło jest aktywność fizyczna, dobrze dobrana dieta i nauka radzenia sobie ze stresem …

Na razie jestem na etapie – dieta. Mam nadzieję, że uda mi się na tyle postawić mój organizm do pionu, że aktywność fizyczna znowu będzie możliwa i będzie sprawiała taką samą radość jak dawniej. A co do stresu … no cóż na to jeszcze nie znalazłam rozwiązania, ale liczę na to, że uporam się i z tym problemem.

Liczę na to … a raczej wiem na pewno, że jeszcze nie raz spotkamy się na biegowych ścieżkach, bo kocham ten sport! 

A na razie jeszcze spaceruję, łażę po lesie i na nowo wprawiam oporne ciało w ruch, którego tak mu brakuje :) buziaki!

Fasolowe ciastka idealne do niedzielnej kawy! :)

Robi się je w przysłowie 5 minut a zjada jeszcze szybciej ;)

Wczoraj zrobiłam jest po raz drugi i muszę przyznać wyjątkowo przypadły mi do gustu, bo praktycznie można je jeść bezkarnie ;)

A co będzie nam potrzebne?

Na porcję 10-12 ciastek potrzebujemy:

  • 1,5 szklanki ugotowanej czerwonej fasoli ( ja użyłam z puszki)
  • 3,5 łyżki masła orzechowego ( ja użyłam takiego bez dodatku soli czy cukru firmy Sante)
  • 3 łyżki kakao
  • 4 łyżki erytrytolu lub ksylitolu
  • 1 łyżka zmielonego siemienia lnianego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 szklanki wody lub mleka roślinnego ( ja użyłam mleka sojowego)

Do misy blender wrzucamy wszystkie składniki i miksujemy na gładką masę. Sprawdzamy czy jest wystarczająco słodka – trzeba pamiętać, że po upieczeniu ciastka będę mniej słodkie. Gotową masę odstawiamy na 10 minut aby siemię lniane wchłonęło nadmiar płynu.

Ciastka pieczemy przez 25-30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Następnie przekładamy je na kratkę do czasu wystygnięcia.

I można zajadać! :)

wp-1476014072662.jpeg

Przepis pochodzi z bloga: http://ervegan.com 

zmodyfikowane naleśniki z cieciorki :)

Skoro mogę już do diety włączyć jaka i węglowodany w postaci kaszy jaglanej to postanowiłam zmodyfikować przepis na naleśniki z cieciorki. Oryginalny przepis (tutaj)

Tym razem potrzebujemy:

  • 2 szklanki mąkiz cieciorki
  • 1 szklankę mąki z kaszy jaglanej
  • 2 szklanki mleka roślinnego
  • 2 jajka
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 1 łyżkę octu jabłkowego
  • 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • Jak możecie to łyżeczkę ksylitolu a jak nie to szczypta soli

Ja je podaje z domowym kremem czekoladowym z avocado jeśli jem je na śniadanie albo jako dodatek do sałatki do obiadu :)

Smacznego!

ciężkie powroty 

Oj ciężko się wraca do biegania po miesiącu przerwy mając na dodatek w głowie świadomość, że wcześniej forma nie była najlepsza. 

Choć brak formy tym razem spowodowany problemami ze zdrowiem. Co bieg a ja od 3-4 km traciłam moc i puls wariował i skakał do 108-109%. Jak się okazało po zrobieniu badań tarczyca zwariowała i wymusiła zatrzymanie się. 

No i kiedy dostałam pozwolenie od lekarza, że mogę spróbować i zobaczyć jak będę się czuła to za nic na świecie nie mogłam się zebrać i przekonać się czy serce i astma pozwolą na powrót do biegania. Dlatego na pierwszy ogień poszedł rower i prawie 28 km zrobiłam z pulsmem średnio 140, ale pójść biegać się bałam. Nie chciałam się przekonać jak bardzo muszę zaczynać od nowa. 

No, ale odwlekać w nieskończoność nie mogłam. Dzisiaj stwierdziłam, że już czas! 

No i udało się 4,75 km ciągłego biegu zrobić. Średni puls 160! A i astma nie męczyła :)

Szału nie ma, ale cieszę się jak małe dziecko, że organizm wraca do normy. Może jeszcze będą ze mnie ludzie i uda się za parę miesięcy wrócić do pełni formy. Bo nie powiem kolejny pólmaraton mi się marzy, ale tym razem po pełnym przygotowaniu abym mogła o życiówkę powalczyć ;)

Placuszki z cieciorki idealne jako dodatek do mięsa z warzywami lub do owoców :)

Moje ostatnie odkrycie to placuszki z cieciorki a dokładnie z mąki z cieciorki. Robi się je w 5 minut a można je wykorzystać na śniadanie i podać z owocami, na obiad jako dodatek do mięsa z warzywami albo na kolacje posmarowane pastą warzywną. Wypróbowałam je już w każdej opcji ;)  

Co będzie nam potrzebne?  

Na około 20 placuszków potrzebujemy:

  • Szklankę mąki z cieciorki 
  • Szklankę mleka roślinnego (użyłam już migdałowego, kokosowego, z konopi i wychodzą jednakowo dobre)
  • 1 łyżka octu jabłkowego 
  • 1,5 łyżki oleju 
  • 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia 
  • Szczypta soli 

Mieszamy mleko z octem następnie dodajemy do mąki, mieszamy i dodajemy kolejne składniki. Ja dzisiaj ciasto zostawiłam na 15 minut i przygotowałam w tym czasie kawałki indyka z warzywami. Następnie na rozgrzanej suchej patelni posmażyłam placuszki wielkości rachunków z jabłkiem ;) 

I kolacja tudzież jutrzejszy obiad gotowy :) gdyż placuszki spokojnie można przechowywać w lodówce – na następny dzień są równie dobre.